RSS
 

BABY BLUES

07 lut

Borykając się z uciążliwymi przypadłościami ciąży (w pierwszych miesiącach) z niecierpliwością czkałam na rozwiązanie licząc, że macierzyństwo to okres szczęśliwości, który jedynie choroby mogą zakłócić. Miałam nadzieję, że skoro mój organizm się szybko regeneruje to dojdę do siebie w krótkim czasie po porodzie i będę pełną energii „młodą mamą”.  W rezultacie okazało się jednak, że zanim na dobre będę się cieszyć z bycia mamą muszę przejść „chrzest bojowy”. Już w szpitalu zbierało mnie na „płaczki” z nieuwzględnionych powodów. Miałam żal- nie wiedząc do kogo; czułam strach, zmęczenie, ból, którego (jak pisały mądre książki) w moim przypadku nie koił widok Maleństwa. Zamiast cieszyć się szczęśliwym rozwiązaniem przeżywałam okres smutku. Z nadzieją odliczałam dni, kiedy wrócę do domu. Wierzyłam, że „u siebie” poczuję się lepiej. Tak się jednak nie stało. Byle drobiazg wytrącał mnie z równowagi, do tego ciągła chęć płaczu. Nawet okres świąt, które tak lubię oraz bliskość rodziny nie pomagały. Czułam, że świat się dla mnie zamknął. Nie potrafiłam znaleźć żadnej zalety bycia w nowej roli. Wszyscy i wszystko mnie złościło.  A co najgorsze doszedł straszny fizyczny ból piersi- brodawek. On potęgował cały stan. Ich dotyk sprawiał mi ogromny ból- nie mówiąc o karmieniu. Reklamy, filmiki z wypowiedziami karmiących mam były dla mnie fikcją. Obejrzałam w Internecie wszystkie instruktaże. Tym bardziej złościło mnie, że są tam pokazane dzieci, co najmniej 3- miesięczne, które pięknie opanowały umiejętność ssania. A co z tymi, które mają problem?? Miałam chwile zwątpień. Myślałam nawet o przejściu na butelkę. Mama jednak wciąż powtarzała mi, że moje mleko to najcenniejszy pokarm dla mojego skarba i najwygodniejsza metoda karmienia. Gdyby nie Ona dziś musiałabym bawić się w przygotowywanie kaszek, a tak jeżdżąc z małą nie muszę przygotowywać prowiantu, bo zawsze mam go ze sobą ;-) Okazało się też że ból podczas karmienia spowodowany był wędzidełkiem pod językiem. Będąc w szpitalu na zabiegu przecinania go spotkałam się z innymi mamami, których dzieci borykały się z poważnymi chorobami. Uzmysłowiłam  sobie wtedy, że ogromnie grzeszę użalając się nad sobą; są bowiem kobiety- które maja prawdziwe ku temu powody. Człowiek często zamykając się na innych myśli, że jest najbardziej nieszczęśliwym na świecie. Wystarczy jednak, że zmieni perspektywę, z jakiej siebie postrzega i wszystko wydaje się łatwiejsze. Postanowiłam wziąć się w garść. Z pomocą przyszedł mi mój mąż. W momencie gdy on zajmował się dzieckiem- ja wychodziłam na spacery z psem (on też przeżył szok; wcześniej to on był naszym oczkiem w głowie). Świeże powietrze czyni cuda. Po kilku dniach zaczęliśmy spacery z Maleństwem, następnie zakupy- dla mnie najlepsza terapia i planowanie- wyjazd do Polski, organizacja chrzcin itp. Do tego piękna pogoda za oknem. Ból piersi co prawda dalej dokucza, ale da się już go znieść- nie wiem czy się zmniejszył, czy może się już przyzwyczaiłam, ale o tym w kolejnym wpisie. Pozdrawiam wszystkie Mamy, które tak jak ja miały lub mają chwile zwątpienia związane z macierzyństwem. Dajcie sobie czas, skupcie się na tym, co sprawia Wam radość a „zły okres” szybko minie. Dużo słońca dla Was. Pozdrawiam.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz